Pustynia w Mieście

Pustynia w Mieście » Forum » Forum ogólne » Ważne tematy » Nasz Kościół

Nasz Kościół

AutorWiadomość

Broda

administrator

Radek

postów: 785

skąd: Zielona Góra

do góry

Cytuj

Nasz Kościół
Kazimierz Nycz, dotychczasowy biskup koszalińsko-kołobrzeski, został nowym metropolitą warszawskim.
W końcu uśmiech
Chciałem zapytać jak na was i na waszą wiarę wpływają takie sytuacje, jak ta z abp. Wielgusem?
Dla mnie wszystkie takie sytuację pokazujące "słabość" Kościoła są na początku bardzo irytujące, ale potem uczą mnie, że każdy ma prawo być słabym i od nikogo nie można wręcz oczekiwać, że będzie świętym. Uczą też, że należy przechodzić ponad takimi sytuacjami i widzieć w każdym człowieku przede wszystkim Boże dziecko. Spojrzenie z miłością zwraca człowiekowi należną mu godność. Nie chcę się wdawać w ocenę tego co się działo ale chciałbym poznać wasze odczucia, to co działo się w was.

https://www.izajasz.pl

Szymon

postów: 12

na dół

Cytuj

Moja wiara i spojrzenie na kościoł od momentu jak zostałem ministrantem zmieniały się, zmieniają się sporo. Co rozumiem przez kościół: ludzi działających przy kościele i jasna sprawa "Batmanow Foreverów".

W tym co napisze w bawełnę owijał nie będę i polecę z grubej rury.

W którymś momencie w to co ślepo wierzyłem, bo tak uczyli na religii czy tak mówili dorosli, to wszystko zaczęło mnie zastanawiać i stawiałem sobie pytania .

(to oczywiście tylko cześć tych pytań.)

Nie rozumiem dlaczego podczas każdej mszy mówimy: "Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina."
Za parę minut powiemy "Panie nie jestem godzien abyś przyszedł do mnie ale powiedz tylko słowo a będzie uzdrowiona dusza moja." (na mszy i w przekazie księży nieraz podczas kazań i nie tylko jest taki właśnie klimat: Nie jesteś godzien czuj sie winny.)

To w końcu jestem godzien czy nie jestem godzien tam przyjść do tego wielkiego budynku który nazywa sie kościół albo dom Bozy.?

Ktoś mi powiedział: Bo Bóg jest wielki i nawet takie nic jak ja jest dla niego ważne. Albo, że Bóg kocha grzeszników, takich "małych" ludzi jak my, jest wielki w swoim wielkim miłosierdziu i nas niedoskonałych kocha. Jesteśmy niedoskonali i powinniśmy czuć sie WINNI i NIEGODNI bo on tyle cierpiał za nasze grzechy.

No sorry - zapytam: Kto mnie stworzył? Chyba ten sam Bóg co jest taki wielki i miłosierny?
Najpierw mnie takiego stworzył a teraz mam sie czuć winny i niegodny?! Niech ma pretensje do siebie.

Innymi słowami powiem to opisując sytuacje wymyślona.
Powiem do kolegi: "Chodź, zapraszam Ciebie na herbatę. Doceń to, że nawet takiego słabeusza jak ty zapraszam do siebie i chociaż nie powienieneś do mnie przyjść bo nie jesteś godzien, to ja jestem tak wspaniały, że Ciebie zapraszam. Jako akt skruchy uderz głowa 3 razy o framugę moich drzwi."

Jak byście się czuli? Ja na taka herbatę na pewno bym nie przyszedł, no chyba, że umierałbym z pragnienia, ale nie czułbym sie fajnie. Może jakieś podobieństwo widać miedzy tą herbata a mszą?

Kościół w swoim przekazie w tekstach i na kazaniach (nie wszystkich oczywiście, bo sa księża którzy są ok.) czy to co ludzie wiary mówią poza "wielkim budynkiem" porównuje z Bogiem.

Zapytam jasno: PO CO SIĘ PORÓWNYWAĆ??
Jak można porównać dwie osobowości? Jak ma ktoś jakąś miarkę to poproszę o namiary, chętnie zapoznam sie z jej działaniem jak mierzy.
Czy nie lepiej powiedzieć: "Jest Bóg i jestem Ja", niż "Jest WIELKI BÓG i mały ja."

Wkurza mnie to dzisiaj teraz szczególnie jakiś zdenerwowany jestem na to bo kolejny raz słuchałem tych "wielkich słów". (może dlatego, ze wróciłem z tego budynku z "wielkich cegieł")

Broda

administrator

Radek

postów: 785

skąd: Zielona Góra

na dół

Cytuj

No i to jest Szymon super pytanie, myślę, że o sedno. To jest pytanie: kim jest dla mnie Bóg i kim ja jestem dla Boga. Ja tam teologiem nie jestem, ale widzę to tak: odwołam się do Twojego przykładu:
Szymon napisał/a:
Powiem do kolegi: "Chodź, zapraszam Ciebie na herbatę. Doceń to, że nawet takiego słabeusza jak ty zapraszam do siebie i chociaż nie powienieneś do mnie przyjść bo nie jesteś godzien, to ja jestem tak wspaniały, że Ciebie zapraszam. Jako akt skruchy uderz głowa 3 razy o framugę moich drzwi."

Jak byście się czuli? Ja na taka herbatę na pewno bym nie przyszedł, no chyba, że umierałbym z pragnienia, ale nie czułbym sie fajnie. Może jakieś podobieństwo widać miedzy tą herbata a mszą?

Dla mnie to jest bardziej taka sytuacja: wracam do domu i wpadam w otwarty kanał albo w szambo.Wyłażę utytłany nie powiem czym i mówię sobie "jak ja teraz mam iść przez miasto, śmierdzę i jestem odrażający, muszę się umyć ale gdzie? Może pójdę do mojego przyjaciela, który mieszka w pobliżu? Ale przecież on mnie takiego brudnego do domu nie wpuści, ech, nie mam wyjścia". Podchodzę do Jego drzwi, dzwonię, On otwiera a ja mówię: "Wybacz stary, jestem brudny jak pies, śmierdzę, wiem, że nie powinienem przychodzić w takim stanie, ale..." A On odpowiada: Przyjacielu, dobrze, że jesteś. Już szykuję ci kąpiel i czyste ubranie a potem zjemy wspólnie kolacje.

Nie byłem "godny" wejść do Jego mieszkania, ale On swoją postawą, i miłością do mnie uczynił mnie godnym nie tylko wejść, ale i wspólnie z Nim zjeść kolację.

A co do klimatów: "Nie jesteś godzien" - to z jednej strony jest to prawda ale na tym poprzestać nie można. Gdybym pomyślał: mój przyjaciel mnie nie wpuści, zabrudzę mu mieszkanie - to do końca życia chowałbym się ze wstydu w ciemnych zakątkach utytłany za przeproszeniem gównem. Ale nasza przyjaźń jest ponad tym. Zawsze mogę wejść do Kościoła bo jestem dzieckiem Bożym ale w uczciwości swojej i pokorze muszę przyznać: Panie, nie jestem godzien, lecz Ty możesz wszystko, możesz znów uczynić mnie czystym, możesz mnie przemienić.

Masz racje, że nie można porównywać człowieka do Boga, to nie ta skala, a właściwie nie chodzi o proporcje a o zupełnie inny system miar i inne wielkości. Człowiek sam w sobie jest niczym wobec Boga, ale Bóg nie zaprojektował nas w oderwaniu od siebie, dzięki Niemu i dzięki temu, że podniósł nas do godności swoich dzieci jesteśmy kimś niezmiernie ważnym. Nasza siła i godność jest w Bogu.

https://www.izajasz.pl

Ewa

Ewa

postów: 65

skąd: Zielona Góra

na dół

Cytuj

Cześć Szymon. Tu Ewa.
Nie wiem, jak to ubrać w słowa, więc też nie będę owijać w bawełnę oczko
Bóg jest wielki, większy niż nasze pojmowanie i cokolwiek innego. Myślę jednak, że najistotniejsze jest to, że jest miłosierny - bardziej, niż jesteśmy w stanie to przyjąć, pojąć.

Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo, jako dobrego. Dopiero grzech rozbił tę jedność.Bo grzech, niestety, jest zawsze źródłem cierpienia i to nie tylko cierpienia tego, który popełnia grzech, ale często i ludzi mu bliskich i... Boga.

Nasza natura jest zraniona, więc póki żyjemy w ciele, będziemy grzeszyć - niezależnie kim jesteśmy...
Ale to tylko część prawdy. Druga część to to, że świętość to nie jest doskonałość w sensie nieupadania - świętość to umiejętność podnoszenia się z upadków (czyli mamy duże pole do popisu oczko)

Jakiś czas temu słyszałam kazanie o cudach wielkich i małych (wielkie to te, które widzimy wszyscy - spektakularne). Jednak dla Boga najważniejsze są te małe cudeńka, które dokonują się poza wzrokiem człowieka - w ludzkim sercu. Skruszone ludzkie serce jest największym cudem i źródłem wszystkich innych.
Bo wtedy, kiedy czujemy się najbardziej niegodni, stajemy się godni - paradoks - nasza wiara jest ich pełna... oczko

Poczta

Szymon

postów: 12

na dół

Cytuj

.
Ad Radek.

Twoja sytuacja jest dobrym przykładem na przyjaźń (czy to Boga do człowieka czy człowieka do człowieka.)

Pisałeś później: "Nie byłem "godny" wejść do Jego mieszkania, ale On swoją postawą, i miłością do mnie uczynił mnie godnym nie tylko wejść, ale i wspólnie z Nim zjeść kolację."

i "Gdybym pomyślał: mój przyjaciel mnie nie wpuści, zabrudzę mu mieszkanie - to do końca życia chowałbym się ze wstydu..."

Wiec myślę, zże taka osoba ubrudzona gnojem, która ma odwagę zapukać do drzwi (kolegi czy przyjaciela) i pokazać sie w takim stanie czuje się godna i myślę, ze nawet bardzo godna. Nie boi się reakcji otwierającego, bo zna swoją wartość i wie, że ewentualna odmowa ją "nie zabije" (nie zmieni myślenia o sobie). Mógłby sie znaleźć ktoś kto w takiej sytuacji nie zdobędzie się na odwagę zapukania do drzwi, bo nie będzie znał swojej wartości i będzie bal się odmowy albo po prostu też jak pisałeś wstydził.

W kontekście tego co pisałem o tym teksie w liturgii myślę PANIE JESTEM GODZIEN ABYŚ PRZYSZEDŁ DO MNIE.
Kolejna, rzecz to to, że tekst "Panie nie jestem godzien abyś przyszedł do mnie ale powiedz tylko słowo a będzie uzdrowiona dusza moja." pochodzi z ewangelii i są to słowa kogoś (nie pamiętam kto to był) kto przyszedł do Jezusa prosić o uzdrowienie córki. W tej sytuacji ten człowiek rzeczywiście nie czuł się godny, żeby Jezus uzdrawiał jego córkę i te słowa były odpowiednie.
Wstawiono je do mszału kiedyś tam i są - nikt tego nie będzie teraz zmieniał. Myślę, że nie oznaczają one tego, że powinniśmy się czuć niegodni. Pewnie, że były pokolenia (kiedyś tam) które czuły się niegodne ale to kiedyś... . Kiedyś też czarownice palono, kiedyś było znane memento mori i jednocześnie znajdywali się ludzie którzy byli radośni wbrew temu co kościół mówił.


Ad Ewa

Tak jest. Ja myślę, ze wiele ludzi siebie nie może zrozumieć czy pojąc a dopiero co Boga.

Jeśli chodzi o grzech i cierpienie z nim związane to myślę, że nie zawsze musi to cierpienie przezywać popełniający zło: Jeśli ukradnę komuś rower to się będę cieszył, on będzie miał kłopot.
Pewnie ktoś kto zrozumie to co zrobił może mieć później poczucie winy.

Małe dziecko bez nauczania wyczuwa podstawowe wartości - jest wrażliwe na zło na agresje, czy też na miłość, chce kochać i być kochanym. Z tego powodu nie jestem pewny czy nasza natura jest zraniona. Jako dzieci wiele rzeczy rozumieliśmy bez nauczania (poza oczywiście wyjątkami nie wszystkie dzieci maja fajne rodziny) wiele dobrych rzeczy, byliśmy naturalni. Później jako dorośli zdobyliśmy wiedzę z książek czy od kogoś i "wyrobliliśmy" sobie spojrzenie na świat, na ludzi, na wiarę, na Boga...Warto nieraz zapytać siebie:"Gdzie jest to "dziecko", które nie znało żadnej książki..."

Myślę, że Bóg byłby niesprawiedliwy gdyby dał się poznać tylko tym którzy mają dostęp do książek i mądrych lub "mądrych" ludzi, tym którzy chodzą do kościoła.... (z inspiracji cytatu Paulo Coelho.)

Dodano 2007-04-10 21:46
Nieraz zastanawiam się jak to jest z grzechem. Żeby coś było grzechem to musi być świadome i dobrowolne popelinienie czegoś złego.
Wiec nie każde zło jest grzechem. Myślę, ze nie jest to to takie proste ocenić czy to grzech czy nie (nie w każdym przypadku). Nie lubię i złoszczę sie na takie stwierdzenia jak: Natura człowieka jest grzeszna i będziemy grzeszyć póki jesteśmy w ciele. Ale to już kolejny temat...

Dodano 2007-04-10 21:46
.

Broda

administrator

Radek

postów: 785

skąd: Zielona Góra

na dół

Cytuj

Myślę, że trochę rozbijamy się o definicje słowa "godność" a wchodzenie w definicje nic dobrego nie wróży.
Każdy człowiek ma swoją godność i jest ona nawet w Polsce prawnie chroniona. Aby bardziej przybliżyć kontekst tych słów w liturgii posłużę się cytatem:

Kiedy mówimy "Panie nie jestem godzien" powinniśmy przeżywać te słowa jako przypomnienie, że uczestniczymy w czymś porażająco wspaniałym. Ja, człowiek z krwi i kości, chodzący po ziemi, mam wejść w Nieskończoność samego Boga. Mam się zanurzyć w Oceanie Jego Świętości i Miłości, aby się w nim utopić, umrzeć i na najgłębiej ukrytym dnie odnaleźć nowe, Jego własne życie. Mam się stać świątynią Najwyższego, Jego domem. Jestem zaproszony do dzielenia życia z moim Stwórcą i Panem wszechświata. Ojciec wprowadza mnie słabego człowieka do swojego serca, abym tam zamieszkał, i by w moich żyłach popłynęła Jego krew. Taki cud nie może być traktowany jako banalna, tuzinkowa czynność, jak na przykład zjedzenie loda. I właśnie dlatego, świadomi ogromu wciągającej nas Tajemnicy, modlimy się z miłością i powagą: Panie nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona moja dusza. "Dzięki Tobie całe moje życie zostanie zbawione, uratowane i przemienione."

I nie ma się co burzyć, prawda jest taka, że jesteśmy słabi i mali uśmiech Gdybym był mocny, wielki i nigdy bym nie upadał - nie poznałbym Boga. Naprawdę wolę być słaby i choć trochę doświadczyć Jego miłosierdzia.
Ważne jest kiedy wypowiadamy te słowa. Myślę, że jeśli bylibyśmy w stanie pojąć czym dla nas jest przyjęcie komunii - Chrystusa Eucharystycznego - to słowa "Panie nie jestem godzien, ale powiedz tylko słowo" same by się wyrywały z naszych ust. A może nic byśmy nie powiedzieli tylko umarli z radości uśmiech

P.s. Zaś sam fragment to Mt 8,8 - Setnik proszący o uzdrowienie dla swego sługi. Jest też w Łukaszu.

https://www.izajasz.pl

Szymon

postów: 12

na dół

Cytuj

Rzeczywiście ta rozmowa to momentami gra słów.

Tak czy owak ja zostaje póki co przy swoim.

W Twojej odpowiedzi przedstawianiu Boga i człowieka są skrajności: Słaby, mały albo Wielki, mocny. (jest jeszcze coś pomiędzy tymi skrajnosciami)

"że jesteśmy słabi i mali. Gdybym był mocny, wielki i..."

Tutaj może znow wkradnie sie gra słów ale dlaczego jesteśmy slaby i mali.?
Można powiedzieć: jestem słabym albo małym w porównaniu do czegoś, kogoś. Jestem słabszy fizycznie. - To bez sensu. Ale "Jestem słabszy fizycznie od boksera" już lepiej. itd.

Więc znów porównanie "że jesteśmy słabi i mali" o którym pisałem wcześniej. Pewnie, ze pod względem cudów, mocy i rozumu Boga czy nie wiadomo czego jeszcze jesteśmy "słabi i mali". Ale to porównanie tylko zdolności.

A z innej strony patrząc kim JA jestem naprawdę.

Jest taki wiersz:

*
Masz ciało, ale nie jesteś swoim ciałem.
Masz myśli, ale nie jesteś swoimi myślami.
Masz emocje, ale nie jesteś swoimi emocjami.
Masz pogląd na świat ale nie jesteś swoim poglądem na świat.
*

Wiec pojawia się pytanie kim JA jestem bez tego wszystkiego. Kto siedzi w środku i tym wszystkim steruje.

W jaki sposób można porównać 2 osobowości (ale o tym już pisalem)
i tym samym mówić o niegodności jednej względem drugiej,

Pewnie, że fajnie "Bóg sie ofiaruje, nie musi tylko chce."
A póki co nie widzę w tym wszystkim niegodności (znów to ulubione słowo) człowieka względem Boga....

Myśle tez, że są rzeczy nad którymi do końca życia trzeba sie będzie zastanawiać i to tez mailem na myśli mówiąc ze "burze się".

A tymczasem kościół podaje gotową receptę "Nie jesteś godzien" i cześć.

Podsumowując chyba św Augustyn mówił: "Diabeł tkwi w szczegółach" czyli problemy tkwią w szczegółach.
Tak to jest jak sie o szczegółach zaczyna rozmawiać.

Broda

administrator

Radek

postów: 785

skąd: Zielona Góra

na dół

Cytuj

Ok, więc gramy dalej chytry
Szymon napisał/a:
W Twojej odpowiedzi przedstawianiu Boga i człowieka są skrajności: Słaby, mały albo Wielki, mocny. (jest jeszcze coś pomiędzy tymi skrajnosciami)

W momencie jak rozmawiamy o zerze i nieskończoności, to to, co jest pomiędzy nie ma znaczenia.

Szymon napisał/a:
Tutaj może znow wkradnie sie gra słów ale dlaczego jesteśmy slaby i mali.?
Można powiedzieć: jestem słabym albo małym w porównaniu do czegoś, kogoś. Jestem słabszy fizycznie. - To bez sensu. Ale "Jestem słabszy fizycznie od boksera" już lepiej. itd.


Mówiąc "słaby", "mały" nie muszę niczego porównywać, kiedy rozmawiamy w określonym kontekście. Np. kiedy mówimy o budowie korpusu promu kosmicznego mogę powiedzieć, że cyna jest słaba. I wiadomo, że jest słaba do realizowania konkretnego zadania. Mówiąc, że człowiek jest słaby, mam na myśli, że nigdy nie spełni zadania jakim jest doskonałość. I dobrze, bo zadaniem człowieka nie jest być doskonałym. Jeśli ktoś, w tym kontekście, powie, że jestem słaby i mały to nie tylko się nie obrażę ale jeszcze przytaknę.

Szymon napisał/a:
W jaki sposób można porównać 2 osobowości (ale o tym już pisalem) i tym samym mówić o niegodności jednej względem drugiej

No to zanim cokolwiek powiemy dalej ustalmy co znaczy być nie godnym czegoś. Dla mnie być nie godnym znaczy tyle, co nie zasługiwać na coś, ze względu na określone różnice i jest to bardziej kwestia pewnej konwencji. Parobek nie był godny aby rozmawiać z królem bo był biedny i niedouczony, ja nie jestem godny uczyć się walki mieczem u największych mistrzów świata bo marnowałbym ich czas nie znając podstaw, Jan Chrzciciel nie czuł się godny rozwiązać rzemyka u sandałów Chrystusa, gdyż on chrzcił tylko wodą a Chrystus zanurza ludzi w Duchu Świętym.

Ale jeśli król zawołał parobka by z nim porozmawiać to ten stawał się godny, inni parobkowie patrzyli już na niego z szacunkiem. Gdyby mnie wziął na ucznia Morihei Ueshiba, to nawet jakbym za wiele się nie nauczył to inni mistrzowie traktowali by mnie z szacunkiem, bo sam mistrz poświęcił mi czas. Chrystus nie tylko pozwolił sobie rozwiązać sandały ale sam rozwiązał sandały apostołom i umył im nogi. On - Bóg - stał się sługą, dzięki czemu uczynił ludzi godnymi wszystkiego! Nie przyszedł na świat mówić: "nie jesteście mnie godni", ale przyszedł umyć nam nogi i oddać za nas życie, za nas, którzy często nie potrafimy uśmiechnąć się do drugiego człowieka.

Wobec takiej miłości chce mówić: Panie, nie jestem godzien, ale Ty możesz mnie przemienić i uczynić godnym.
Tu nie chodzi o porównywanie zdolności, mocy, świadomości czy czegokolwiek. Tu bardziej chodzi o gotowość do ofiary i gotowość do miłości.

Tu są treści z KKK dotyczące komunii św. i fragmentu, o który się spieramy: http://www.teologia.pl/m_k/kkk1k06.htm

A w ogóle to zastanów się skąd się bierze to, że nie chcesz powiedzieć, że nie jesteś godny. I mówię szczerze, nie po to aby zmienić tor rozmowy czy cokolwiek innego, bo może się okazać, że rozbijamy się o szczegóły a problem jest gdzie indziej.

https://www.izajasz.pl

Szymon

postów: 12

na dół

Cytuj

Tak jest - mecz sie toczy: Agassi kontra Sampras. Musze poprawić żyłki w rakiecie i za jakiś czas odbiorę serwis (pewnie dzisiaj). uśmiech

Dodano 2007-04-11 15:06
Odebrałem serwis - leci podkręcona w lewy róg kortu...

Wiec JA=0 a BÓG=nieskonczoność. (a niby Bog stworzył człowieka na swój obraz a reczej 0 do nieskonczonosci nie jest podobne).


Broda napisał/a:
"Mówiąc "słaby", "mały" nie muszę niczego porównywać, kiedy rozmawiamy w określonym kontekście"


- kontekst już jest porównaniem. Czyli to porównanie jest w domyśle, w kontekscie tematu.


Broda napisał/a:
"Np. kiedy mówimy o budowie korpusu promu kosmicznego mogę powiedzieć, że cyna jest słaba. I wiadomo, że jest słaba do realizowania konkretnego zadania"


- tu jest porównanie wytrzymałości cyny z siłą jaka na nią bedzie działać przy utrzymaniu w całości promu. Nie trzeba tego mowić, że "Cyna jest za słaba w porównaniu z siła... itd", tylko konstruktorzy w kontekscie realizowanego zadania automatycznie to porównują (bez mowienia).

Broda napisał/a:
"Mówiąc, że człowiek jest słaby, mam na myśli, że nigdy nie spełni zadania jakim jest doskonałość. I dobrze, bo zadaniem człowieka nie jest być doskonałym. Jeśli ktoś, w tym kontekście, powie, że jestem słaby i mały to nie tylko się nie obrażę ale jeszcze przytaknę.".


Tutaj widze kolejny hak - co to jest doskonałość?. Ewa pisała, że świetość to nie jest nieupadanie.

Po co wogóle myśleć o doskonałości (to pojecie oderwane od rzeczywistosci moim zdaniem). W porównainu do jakiegos ideału można być doskonałym. Pewnie, że pracować nad sobą trzeba ale po co co jakiś czas przyrównywac się do ideału. Idealne może byc kolo, albo kwadrat. Ale czy człowiek może być idealny, doskonały? Co by to oznaczało nie wiem.

Pisze tak o tych porówaniach, bo wcześniej zadałem pytanie po co się porównywać (jako osoba). A tymczasem w domyśle tego seta leci kilka porównań.

Jak ktoś mowi " To jest góra" to na jekiej podstawie to mówi? Bo widzi, że jest coś co leży niżej niż ta góra czyli porównuje wysokość terenu i teren który leży wyżej nazywa górą. Tak samo z doliną. Innaczej gdyby nie było doliny jak można by mówić o górze. Ale to porówane nie jest złe bo dotyczny materii.

Mi chodzi o porównanie czegoś niewidocznego.
Można pomyleć "Lepiej mi idzie z matmy niż Zenkowi" bo się z nim porównałem w wiedzy i zdolności liczenia. Samo takie porównanie nie jest złe. Ale ważne jest co dalej zrobie z tym porównaniem. Czy pomysle "Jestem lepszy (jako osoba) od Zenka, bo potrafie szybciej liczyć", czy "Jestem lepszy w liczeniu od niego (i tyle)".

Dobrze, że napisałeś co rozumiesz przez "bycie godnym". Tak samo myslałem mniej wiecej - być niegodnym = nie zasługiwać. Zapytam: Dla czego nie zasługuje? Co takiego jest we mnie, że nie zasługuje na ten dar. ?


Kolejne porównania:


Broda napisał/a:
"Parobek nie był godny aby rozmawiać z królem bo był biedny i niedouczony."


(pamietając: nie był godny=nie zasługiwał)
Tutaj mamy ładnie ubranego, bogatego, ze switą, mądrego króla siedzącego na tronie i jakiegoś tam parobka co zamiatał przedsionki i może chodził w podartych łachmanach i nie był tak mądry jak król.
Porównałeś tu osoby ze wzgledu na to co w życiu robią, co jedzą, jak wygladaja, jak są ubrane, jaką mają wiedze itd...
Tutaj tez moge zapytać: Dlaczego nie załugiwał na rozmowe z królem.?

Znam osobe która ma samochód, ma dom, ma rodzine (po prostu dobrze się wiedzie) i na parkingu dawała nieraz rzebrzącemu pieniadze. Pewengo dnia zapomniała portfela i porzyczyła pieniądze od rzebrzacego.
Osoba której się dobrze wiedzie, porzyczyła pieniądze od rzebrzacego. Osoba ta jest zdolna czy ma po prostu fach i wiedze. Mowi: "Doceniam i podziwiam tego człowieka za jego filozofie życia". Odebrałem to tak, ze nie porównuje. Jest ktoś kto ma w życiu innaczej i jego filozofia życia też może byc ciekawa.
Dobrze jest nie myslec: "Jaki ja jestem super koles, nawet biednym daje."

Broda napisał/a:
"ja nie jestem godny uczyć się walki mieczem u największych mistrzów świata bo marnowałbym ich czas nie znając podstaw"


- tutaj mysle ze nie tyle o godnosc chodzi co o logike i realistyczne podejscie. Zeby uczyc sie u najwiekszych mistrzów trzeba zacząć od mniejszych i najpierw nauczyć sie tych podstaw Po prostu nie można od razu wsidac do boilidu F1, dopiero co po zdaniu prawa jazdy.

Broda napisał/a:
"Gdyby mnie wziął na ucznia Morihei Ueshiba, to nawet jakbym za wiele się nie nauczył to inni mistrzowie traktowali by mnie z szacunkiem, bo sam mistrz poświęcił mi czas"


powiedzałbym, ze mieli by wiekszy respekt jesli chodzi o umiejetnosci walki bo z drugiej strony szacunek każdemu sie należy.

Dodano 2007-04-11 15:16
A jesli o ostatnie pytanie chodzi...

Dlaczego nie chce powiedziec.:
Kiedyś mowiłem i nie zastanawiałem sie nad tym, pozniej mowilem i tak sie czułem, tak jak niektórzy mowią jestem '0' albo "takie nic jak ja tez Bog docenia".(uzyłem tu okreslenia Twojego i kolegi).
Nie jest dużym wyslikiem powiedziec i przyjać myslenie (czesto jasno niewytłumaczone) narzucone z góry.
To, że tak przedstawiam sytuacje teraz to dlatego, ze sporo energii kosztuje mnie przemyslenie tej sprawy.

Straciłem wene. Juz nie ma sił na dzisiaj dalej pisać. ...

Broda

administrator

Radek

postów: 785

skąd: Zielona Góra

na dół

Cytuj

Uważam, że zbytnio wchodzimy w szczegóły. Powiem tyle: nie czuję się godny dalszej rozmowy na ten temat, nie mam potrzebnej wiedzy, nie mam skończonej ani teologii ani filozofii. Mam prawo czuć się niegodny i tak się czuję. Nikt nie może mi tej niegodności odebrać.

Co do sedna: Wobec wielkości Boga czuję się niegodny. Ale pozwalam tez Jemu uczynić się godnym.

Jeśli czujesz się godny stanięcia z Bogiem twarzą w twarz to też masz do tego prawo. Nie będę cię do niczego przekonywał.

Dodano 2007-04-11 22:55
Dodam jeszcze tylko, że świadomość mojej własnej małości nie wynika z tego, że ktoś powiedział mi w kościele, że jestem słaby i mały. Wynika tylko z mojego doświadczenia.
Ale może to tylko kwestia tego, że w moim życiu doświadczyłem własnego upodlenia. Może są ludzie, którzy zawsze wiedzą co powiedzieć i co zrobić; co więcej: zawsze to mówią i robią.

Moja świadomość wielkości Boga też jest wynikiem mojego doświadczenia i tego, że dał mi tą łaskę, bym przez ułamek sekundy spojrzał na siebie Jego oczami.

https://www.izajasz.pl

Szymon

postów: 12

na dół

Cytuj

(Ja w ostatnim poscie same kontry napisalem cytujac Twoje fragmenty. Nie po to zeby dokuczyc ale pokazac jak ja to widze. Bo nie mam pewnosci jak to odebrałes.) Tez juz mam dosc tej rozmowy bo jest zagmatwana. Napisałem taki temat i tak do niego podszedlem (szczegołowo) z ciekawosci jak zoststanie odebrany. Ale tez i dla tego ze - nie bede ukrywal - kosciol mnie wkurza. Z roznych powodow.
Jesli odebrales ostanti post jako jakis atak na siebie (bo takie mam wraznie, moze bledne) to to po prostu wynika z roznych rzeczy zwiazanych z tym co o tym mysle.

Ehh juz nie ma co pisac.

Broda

administrator

Radek

postów: 785

skąd: Zielona Góra

na dół

Cytuj

Hej, nie odebrałem jako atak, ale właśnie zmęczyła mnie ilość szczegółów i odejście od sedna. Poza tym, nie mam już chyba za dużo do powiedzenia w tym temacie.

https://www.izajasz.pl

Szymon

postów: 12

na dół

Cytuj

Tak, to bylo meczace.

LOGOWANIE

O WSPÓLNOCIE

AKTUALNOŚCI

ŻYCIE KOŚCIOŁA

CZYTELNIA

Przekazywanie dziedzictwa
Ken Canfield
Przekazywanie dziedzictwa

Kolejna świetna pozycja w ramach serii Przygoda bycia ojcem. Tym razem autor skupia się na ważnej i wspaniałej roli dziadka. Ken Canfield, badacz zagadnienia ojcostwa, członek Międzynarodowej Rady Programowej Tato.Net, fachowo i kompetentnie wyjaśnia, jak z satysfakcją i radością przeżywać ten kolejny etap ojcostwa.

Księgarnia religijna

© Pustynia w Mieście & Brodex 2020 r.